Uwielbiam fantastykę - żadna niespodzianka. To, że elfy uwielbiam prawie tak samo również nie zaskoczy nikogo. Ale "Dwór cierni i róż" pióra Sarah J. Maas jest spojrzeniem na elfy... niezwykłym. To nie są zadające zagadki fae z baśni, ani urocze, pomocne wróżki. Są za to piękni, potężni i zniewoleni.
Akcja zaczyna się gdzieś w lesie pod Murem. Feyra - najmłodsza z trzech sióstr i żywicielka rodziny - w trakcie polowania zabija fae pod postacią wilka. Bardzo szybko zjawia się w jej domu jego przyjaciel żądając zapłaty. A czego może chcieć od biednej dziewczyny potężny elf? Życia. Straconego w walce lub zachowanemu na zawsze w Prythianie. Wybór jest więc raczej oczywisty.
"- Możesz albo umrzeć dzisiaj [...] albo oddać swoje życie nieśmiertelnym ziemiom i zamieszkać na nich aż do śmierci, na zawsze opuszczając krainy ludzi."
Osobami dramatu, oprócz Feyry, są: Tamlin - ów przyjaciel wilka i książę dworu Wiosny, Lucien, czyli najlepszy przyjaciel księcia oraz Alis, czyli pokojówka Feyry i jej przyjaciółka. Już w połowie książki pojawia się Rhysand, czyli tak piękny jak okrutny książę wrogiego dla Wiosny, przerażającego dworu - Dworu Nocy.
W pierwszej części książki Feyra poznaje stworzenia czające się w jej nowym domu, zaprzyjaźnia się z Lucienem i zakochuje się w samym księciu. Dziewczyna maluje, spaceruje po pięknych ogrodach i tylko czasem pakuje się w kłopoty. Generalnie - Piękna i Bestia... do czasu.
Zwiastunem zmian jest Rhys. Przybywa on do dworu jako poseł królowej i na tyle konkretnie straszy Tamlina, że ten odsyła Feyrę do świata ludzi. Ale, jako że miłość jest ponoć głupia, ta po jakimś czasie wraca. A opowieść zamienia się w koszmar.
"Jurian! A więc to było jego oko i kość z jego dłoni. Strach ścisnął mi żołądek."
Reszty opowiadać nie będę. Dla mnie tak naprawdę najlepsza część książki to właśnie ten koszmar. Dopiero tutaj dowiadujemy się jak silna tak naprawdę może być bohaterka, kto jej sprzyja i co tak właściwie się dzieje w Prythianie. No i najważniejsze: jak daleko posunie się dla ukochanego?
Jak już wspominałam dla mnie akcja zaczyna po powrocie Feyry do Prythianu. To nie oznacza, że reszta jest nudna. Jest bardziej... jednorazowa. Choć lubię wracać do książek, to tę zaczynam od połowy. To tam rozwija się nie tylko akcja książki, ale również charaktery bohaterów. Lucien jest jak wystraszony lis, Tamlin udaje obojętność, a Rhys to cudny przykład nie tak strasznego diabła.
"- Dlaczego mi to mówisz? [...]
- Ponieważ jestem zmęczony i samotny, a ty jesteś jedyną osobą, z którą mogę porozmawiać, nie narażając się na śmiertelne niebezpieczeństwo. [...] Cóż za absurd: książę Prythianu i ..."
Dla mnie ta książka ma absolutnie wszystko: porządny wątek miłosny, walkę o tę miłość, dobrze umotywowane (nawet jeśli trochę szalone) zło. Ale... od pewnego momentu miałam wrażenie, że opowieść jest niespójna. Tak jakby autorka chciała napisać bajkę i mając dużą jej część stwierdziła, że jednak nie. Zamiast jednak schować to, co miała do szuflady dodała niektóre sceny i zaczęła pisać dalej coś innego. Być może to tutaj jest źródło tej jednorazowości.
Mimo to książka bardzo mi się podobała. Chwilami jest cudowna i kolorowa, chwilami brutalna i krwawa. Mnie zmusiła do zastanowienia, co ludzie są w stanie zrobić, aby uratować siebie i tych, których kochają. I jako, że uważam ją za najgorszą w serii, jeżeli nie przypadła Ci do gustu, daj szansę części drugiej. Zdecydowanie warto. Ale o tym kiedy indziej.
W Polsce wydawcą książki jest Grupa Wydawnicza Foksal.
Komentarze
Prześlij komentarz